Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świdnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świdnica. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 sierpnia 2012

Zamek Grodno - detale...

Choć z przerwami, chciałbym wrócić do wycieczki do zamku Grodno, najstarszego (zabytkowego w końcu) przykładu sgrafitti, sztuki obecnie przez wielu nazywanych wandalizmem... oby jednak jak najwięcej było tak pięknego "wandalizmu" jak na zamku Grodno...
Zamek Grodno - piękne detale


Zamek Grodno - piękne detale
Moja ulubiona kompozycja z detali zamku Grodno

Zamek Grodno - piękne detale


Zamek Grodno - piękne detale


Zamek Grodno - piękne detale

A już wkrótce relacje z wakacji w Górach Stołowych...

sobota, 4 sierpnia 2012

Wspomnienia zakmnięte na dziedzińcach

Zamek Grodno, brama wjazdowa
Zamek Grodno… kolejna sentymentalna podróż do miejsca odwiedzonego dawno temu i zweryfikowanie wspomnień z rzeczywistością. Co pamiętałem PRZED wyjazdem? Charakterystyczne kolorowe  sgrafitii na bramie wejściowej, sąd pod lipą… i coś jeszcze, coś ważnego, choć nie pamiętałem co.
Trzeba przyznać, że samodzielny dojazd skutecznie uczy geografii danego terenu. Z wypadu na Wielką Sowę pamiętałem powrót z GPS-em przez malownicze kręte drogi i wielką tamę. Szukając dojazdu do Zagórza Śląskiego zobaczyłem na mapie, że przecież ten zamek leży nad tym samym zalewem, a do tamy jest całkiem blisko. Tak więc nic tylko wsiąść w auto i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
Zamek Grodno, budynek bramny

Zamek Grodno, widok z dziedzińca głównego
na budynek bramny i zamek średniowieczny
Zaskoczyło podejście. Nie, żeby jakieś ciężkie, ale nie pamiętałem już, jak się do zamku dostałem, jedynie samą bramę. Podejście od strony Zagórza jakieś wymagające nie jest, nie jest to jednak (na szczęście) żaden bruk, asfalt czy inne utwardzone podłoże. Ot, szeroka droga dla piechurów, choć autem niestety też da się wjechać.
Niestety, bo przy zabytkowej bramie zaparkowało jakieś auto. Ot, najmniejsze możliwe, segment A chyba nawet… niestety, łajza zaparkowała tak beznadziejnie, że nie dawało się zrobić żadnego porządnego zdjęcia bez samochodu na nim. Brama piękna, dwa stojące tygrysy z rozwianą na wietrze czupryną robią niesamowite wrażenie.  Motyw często stosowany w heraldyce, wielkie koty trzymały na obrazach herb rodowy – tutaj miejsce herbu zajęła brama.  Lekkie odbicie od pradawnej sztampy – i nagle kiczowate na ówczesne czasy motywy nagle nabierają barw.
Zdobywanie zamku
Zamek Grodno, portal renesansowy
Oczywiście mówię o nowej, renesansowej części zamku, czyli pierwszej strefie zamku. Po przejściu przez bramę wchodzi się na dziedziniec, równie bogato zdobionymi. Tutaj jeszcze szczególniej zauważa się, że brama nie jest jedynie wpuszczona w mury, a stanowi część budynku obronnego, który dopiero na bokach przechodzi w klasyczne, wąskie mury obronne. Choć zdobycie bramy już samo w sobie wydaje się niesamowicie trudne, to wnętrze tego budynku jest chronione o wiele skuteczniej od uciążliwych najeźdźców. Po przedostaniu się na dziedziniec, należy przebyć całą jego szerokość, udać się kawałek schodami, aby wreszcie wstąpić na drewniany mostek. Pięćset szans na szybką śmierć dla ówczesnego napastnika… choć może bronić się byłoby lepiej w części średniowiecznej.
Wspomniałem o dziedzińcu. To właśnie tu stała sądowa lipa, pod którą skazywano (lub czasem uniewinniano) przestępców, ale także zwykłych mieszkańców. Miejsce, w którym mądry władca rozsądzał spory swych poddanych. Jednakże umieszczenie jej pod takim drzewem aż każe krzyczeć przegranym w procesie, że to lipa, a nie jaki sad poważny. Kto poczyta trochę więcej o lipach (a tych w tej okolicy naprawdę mnóstwo) dowie się o szkodliwym (dosłownie narkotycznym) wpływie kwiatów lipy na mózg człowieka…. Niektórzy nawet podważają istnienie Orszuli z Trenów Kochanowskiego sugerując, że córka to jedynie jakiś oniryczny majak autora zbyt dużo czasu odpoczywającego pod lipą. Czy równie szalone były wyroki lipnego sądu? Tego już dziś nikt nie sprawdzi.
Zamek Grodno, widok z wnętrza na zamknięty dziedziniec
Wspomniałem o części średniowiecznej. To właśnie to niedookreślone „coś” które tkwiło w mojej pamięci. Samo zwiedzanie nie przyniosło większych atrakcji, a jednak ciągle męczyło mnie to interesujące „coś”. Dopiero wyjrzenie przez okno rozjaśniło wątpliwości. To, co mnie nęciło to zamkowe dziedzińce z pradawną studnią (która oprócz niesamowitej głębokości ma też swoją wspaniałą legendę) niestety było niedostępne. Trwający remont sprawił, że dziedzińce zamku średniowiecznego nie były dostępne dla zwiedzających – a po części renesansowej to chyba największa atrakcja zamku, ale cóż.

Pora opuścić obronne mury...

No dobrze, zamek zdobyty aż po sam szczyt wieży, pora ruszać dalej. Prześwitujące przez liście światło słoneczne nadaje otoczeniu wspaniały zielony kolor. Droga powoli się zwęża, staje się bardziej kamienista, nierówna – jak na góry przystało. Po drodze spotykam liczne kilkuosobowe grupki letników znad pobliskiego zalewu. Zaznaczone na mapce punkty widokowe okazują się mało ciekawe, jedynie z jednego jest w miarę znośny widok na pobliski most na drugą stronę zalewu. Jednak ten lepiej wygląda z dołu, gdy do niego dojdziemy. Niestety, to most zamknięty, nieużywany, i sądząc po wysokości chaszczy nie został zamknięty nie tylko w tym roku, ale nawet nie w tej dekadzie czy nawet wieku.


Kolorowe mchy na tamie na Jeziorze Bystrzyckim
Dalej droga przestaje być tak ciekawa. Kempingi dla letników, szeroka nudna ceprostrada dla letników – słowem nic, co by zainteresowało prawdziwego turystę. Tama… w promieniach słońca nie robi tak wielkiego wrażenia jak wtedy, o wczesnym zmierzchu widziana od dołu, z krętej drogi. Choć spojrzenie w dół to jednak można wywołać zawroty głowy, bo woda choć z małego obszaru, za to spiętrzana jest do naprawdę dużej wysokości w stosunku do miejsca, w którym wypływa. Z kolei siąść nad zalewem na jednej z platform pomocniczych, na których zainstalowane są korby (a czasem i elektryczne silniki) do regulacji wysokości lustra wody – to jednak specyficzne uczucie, tak sobie siedzieć kilka metrów nad wodą i beztrosko machać nogami.
Potem powrót. Droga do zamku ta sama, choć w inną stronę więc wygląda oczywiście inaczej – ale raczej nie ma tu nad czym się rozpisywać. Wracając z zamku, odkrywam jakieś stare ruiny, i choć boję się obejść je wokół (w końcu teren ogrodzony) to przez wywaloną siatkę spokojnie można w miarę blisko podejść. Jeszcze dalej… urokliwa chatka, do połowy wkopana w ziemię, tuż przy samym dojściu do asfaltowej drogi. Doskonały dowód na to, że na wielokilometrowym spacerze piękna otaczającego nas świata należy szukać cały czas, że koniec spaceru następuje dopiero wtedy, gdy wsiadamy do auta – i jeśli nic nas nie pogania (deszcz, zimno, czas), to nie należy pędzić aż do samego końca. No, ale zdjęcia nie wklejam – w końcu już je znacie…

czwartek, 24 listopada 2011

Wycieczka tolerancji religijnej


Kosciol sw. Michala w Jaworze - detal ozdobny
Kościół św. Marcina w Jaworze - detal ozdobny
Tym razem wycieczka samochodowa – bo ciężko jednego dnia zaliczyć obydwa Kościoły Pokoju, a taki właśnie był cel wędrówki. Choć swą przygodę z protestanckimi świątyniami zaczynam jeszcze we Wrocławiu, w okolicach kolejnego zabytku klasy zerowej. Mam na myśli zeszłoroczną prezentację sztuki „Mądry tak nie podróżuje”, przedstawiającą podróż wędrowca tułającego się od bramy jednego bogacza do drugiego, aby zdobyć środki na sfinansowanie budowy kościoła. Trzeba przyznać, że zarówno inscenizacja, jak i wystawa zdjęć zainteresowały mnie tak bardzo, że postanowiłem się wybrać do Jawora.
Jednak zwiedzanie tego miasta polecam zacząć nie od najważniejszej atrakcji, jaką bezsprzecznie jest wspomniały Kościół Pokoju, a od zwiedzania samego miasteczka. Ja niestety zrobiłem to w odwrotnej kolejności, i po ogromnych wrażeniach z wizyty w zabytku klasy zerowej nie potrafiłem docenić piękna miasteczka, które nie wiem czemu kojarzyło mi się z kolorami. Na początek polecam obejrzenie ciekawych fasad gotyckiego kościoła św. Marcina, pełnych wszelkiego typu ozdób i detali. Następnie warto dojść do rynku i pobłąkać się wokół niego wszelkimi możliwymi uliczkami. Wędrówka nie będzie w końcu taka długa (0,5-1h), a nawet w tych bardziej odległych obszarach można znaleźć ciekawe kamienice. Jedynie zamek straszy swym obecnym stanem.

Kościół Pokoju w Jaworze

Wnetrze Kosciola Pokoju w Jaworze
Po zaspokojeniu oczu wszelkimi możliwymi kolorami, można już udać się do głównej atrakcji Jawora – pierwszego ze wspomnianych dziś Kościołu Pokoju. Przed zwiedzaniem warto jednak zapoznać się z ciekawą historią tych obiektów sakralnych. Otóż w wyniku pokoju westfalskiego, śląskim luteranom zostało przyznane prawo do wybudowania trzech świątyń. Bardzo istotne były warunki, na jakich miały zostać one wybudowane:

  • Ozdobne galerie Kościoła Pokoju w Jaworze
    miały one znajdować się poza granicami miasta, jednak nie dalej niż na odległość strzału armatniego,
  • miały być zbudowane jedynie z materiałów nietrwałych (drewno, słoma, glina, piasek),
  • nie mogły mieć wież, dzwonów ani tradycyjnego kształtu świątyni,
  • musiały zostać ukończone w ciągu jednego roku.
To właśnie te założenia silnie wpłynęły na ostateczny kształt Kościołów Pokoju, niestety przyczyniły się także do zniszczenia jednego z trzech Kościołów. W 1758r. ostatni wielki pożar miasta zabrał ze sobą bezpowrotnie tamtejszą świątynię. Dwa pozostałe zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Kościół Pokoju w Jaworze - ukryte korytarzyki
Jeśli chodzi o wnętrze, już od pierwszego spojrzenia zachwyca nas barokowy wystrój. Co stanowi o wyjątkowości tego kościoła, to kolejne piętra miejsc dla wiernych – klasyczne kościoły przyzwyczaiły nas w końcu do jednopoziomowej, ogromnej przestrzeni pełnej ław, i co najwyżej jakieś dodatkowe piętro np. w okolicy organów. Tutaj poza główną częścią, całość obudowana jest wielopiętrową ścianą pełną kolejnych pięter dla wiernych.
Gdy już patrzymy w górę po wspomnianych galeriach wymalowanych scenami z Biblii, oczy powoli wznoszą się ku malutkim oknom, a następnie ku bogato zdobionemu sufitowi oraz podporom. Biało-niebieskie motywy pojawiają się w wystroju tego wnętrza nad wyraz często.
Choć oczywiście najważniejszą atrakcją kościoła jest jego główna część z ołtarzem i wymalowanymi galeriami, warto jednak pobuszować wokół. Choć niestety wstęp na górne piętra jest zamknięty dla zwiedzających, to boczne nawy i schody mają swój niepowtarzalny klimat, którego tajemniczość całkiem dobrze została oddana w filmie puszczanym przy okazji wspomnianego wcześniej spektaklu.

Ukryte zakatki Kosciola Pokoju w Jaworze
Ukryte zakątki wnętrza Kościoła Pokoju w Jaworze
Informacje praktyczne:
Adres: Jawor, Park Pokoju 1
Godz. zwiedzania: w sezonie letnim (1 kwietnia – 31 października) 10-17 (pon.-sob.), 12-17 (niedziela),
                                 poza sezonem letnim tylko po wcześniejszym umówieniu się (tel. +48 76 870 51 45)
Ceny biletów: 8zł/dorosły, 4zł/ulgowy (dzieci, młodzież, studenci), poza sezonem letnim: min. 30 zł

Trochę inne wyznanie dla odmiany

Bazylika Mniejsza w Strzegomiu - bogactwo detali
Jadąc do kolejnego Kościoła Pokoju w Świdnicy, warto po drodze zatrzymać się przy Bazylice Mniejszej w Strzegomiu. Główna droga wije się wokół niej, a wysokie wieże zachęcają aby zrobić postój. Choć niestety i ten kościół pozostaje głucho zamknięty, to warto go obejść wokół. Bazylika Mniejsza jest doskonałym przykładem budowli gotyckiej. I trzeba przyznać, że budowli stawianej ogromnym nakładem kosztów, o czym świadczą zarówno bogate wzmocnienia, jak i typowe dla tego stylu architektonicznego zewnętrzne podpory, pozwalające na budowę bardziej lekkich i wysokich sklepień wewnątrz kościoła. Oprócz łatwo zauważalnego przepięknego portalu wejściowego, warto zwrócić uwagę także na okna wypełnione kolorowymi witrażami – i co ważniejsze, chyba żadne dwa nie są takie same. A przynajmniej mi nie udało się znaleźć dwóch takich samych, mimo usilnych starań.
Jeśli jest to właśnie pora obiadowa, to zwiedzając tutejsze uliczki polecam przejść się koło Wieży Targowej na rynek, a tam wstąpić do Restauracji Małgorzata. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to nietypowy, interesujący wystrój ze wspaniałym lustrem i akwarium. Trzeba przyznać, że nawet toaleta ma nietypowy wystrój, choć oczywiście wszystko w stylu współczesnym. Także obsługa i jedzenie nie pozwala sobie nic zarzucić, choć zwolennikom soczystych steków radzę poinformować o tym kucharza, bo mięso daje raczej mocno wysmażone.

Kościół Pokoju w Świdnicy
Stary cmentarz przy Kosciele Pokoju w Swidnicy
Kościół Pokoju w Świdnicy
Krzyż i kamień nagrobny
W przeciwieństwie do Kościołu Pokoju w Jaworze, ten w Świdnicy ma stronę internetową, a nawet swojego bloga. Już na niej można wirtualnie zwiedzić ten Kościół, choć nie równa się to samodzielnej wizycie. Zwiedzanie warto zacząć od spaceru po parku, co pozwoli nie tylko docenić szachulcową konstrukcję budowli, ale także obejrzeć liczne zachowane nagrobki, jednak niestety teren samego cmentarza jest zamknięty ze względu na prace archeologiczne, choć mam wrażenie że to tylko tablice postawione aby łatwiej upilnować terenu przed złodziejami. Ciekawostką są włóczkowe koronki, porozwieszane gdzieniegdzie – efekt pracy twórczyni wspomnianego bloga.








Wnetrze Kosciola Pokoju w Swidnicy
Tak wita nas Kościół Pokoju w Świdnicy
Scena Sadu Ostatecznego w Kosciele Pokoju w Swidnicy
Kościół Pokoju w Świdnicy - scena Sądu Ostatecznego
Pora jednak wejść do środka. Od wejścia przytłacza barokowy przepych, jeszcze silniejszy niż w kościele w Jaworze. W oczy rzucają się ogromne organy, przy których niezauważony pozostaje znajdujący się z boku dzwon. Wejście znajduje się od strony ołtarza, zza którego trzeba wyjść aby docenić jego piękno. Gdy porównać ten kościół z kościołem w Jaworze – choć oczywistym jest ich podobieństwo, to w oczy od razu rzuca się o wiele większa jego reprezentatywność. Każde zdobienie wręcz ocieka bogactwem. Jednak z drugiej strony – brakuje mi tych mrocznych korytarzyków i ich klimatu, jaki czuć w bocznych nawach kościoła jaworskiego. Tak więc ciężko powiedzieć, który z tych dwóch kościołów jest ciekawszy, i ogromną stratą byłoby zwiedzanie tylko jednego z nich.
detal ambony w Kosciele Pokoju w Swidnicy
Kościół Pokoju w Świdnicy - detal ambony
Z ciekawostek pragnę jedynie jeszcze wspomnieć, że ryba przebita strzałą na jednej z tarcz herbowych fundatorów ogromnie przypomina późniejszy symbol Związku Radzieckiego – młot i sierp.

Informacje praktyczne:
Adres: Świdnica, Plac Pokoju 6
Godz. zwiedzania:
w sezonie letnim (1 kwietnia – 31 października):
           9-13 (pon.-sob.) oraz 15-18 (cały tydzień), 
poza sezonem letnim tylko po wcześniejszym umówieniu się (tel. +48 76 870 51 45)
Ceny biletów
8zł/dorosły, 4zł/ulgowy (dzieci, młodzież, studenci),
poza sezonem letnim: min. 30 zł za grupę

Katedra w Swidnicy
Po zwiedzeniu kościoła warto jeszcze przejść się na świdnicki rynek. Choć nie zyskał on zaszczytnego miana jednego z najbardziej kolorowych miejsc, to naprawdę zachwyca on kolorami okalających go budynków, a niektóre kamienice chciałoby się przenieść w całości na wrocławski rynek. Wracając warto jeszcze wejść na rynek katedralny, gdzie znajduje się przestrzenna makieta miasta na której zaznaczono najciekawsze atrakcje turystyczne miasta. Stąd też rozciąga się piękny widok na jakże wysoką katedrę. Choć tym razem udało mi się trafić na godziny, kiedy była otwarta, jednak mająca się właśnie za chwilę zacząć msza nie pozwoliła na dokładniejsze zwiedzanie jej wnętrz.